24 września 2012

Restauracja od kuchni i faszerowana perliczka

Kill Grill Anthony Bourdain

Nie umiem robić malowanych talerzy i nie lubię. Malowane talerze to takie, gdzie w wykwintnych restauracjach podaje się biały talerz z jedzeniem a potrawa wygląda prawie jak obraz, dużo się dzieje lecz mało konkretów. Nie lubię, bo potem zawsze jestem głodna. 
  Nie lubię jedzenia w restauracjach, chociaż czasem bywam, bywam (żeby nie było że jestem dzikusem) Dlaczego? Dlatego że boję się myśleć co robią na zapleczu. (za duża wyobraźnia - ot taka kobieca przypadłość).
Poproszono mnie kiedyś o zrobienie kolacji w takiej kuchni restauracyjnej. To miała być kolacja dla przyjaciół. Dostałam do dyspozycji kuchnie, narzędzia, produkty i osobę do pomocy, która tam gotowała na co dzień. Poprosiłam tą osobę aby przygotowała czosnek. Pani wycisnęła czosnek wprost do jogurtu (to miał być sos czosnkowy) i ...katastrofa...praska do czosnku popękała w drobny mak (bo była ze znalu-taki metal) i wszystko wpadło do jogurtu  Powiedziałam że trzeba to wyrzucić bo nie wyciągniemy tego, za drobne są te kawałeczki metalu i ktoś się udławi, a ona na to: "... e tam nie pierwszy , nie ostatni raz takie rzeczy się zdarzają, szkoda jogurtu marnować". Gdybym była jej szefową wyrzuciłabym  ją z roboty natychmiast, albo kazałabym jej to zjeść.  Dlatego nie lubię jeść w restauracjach. Nie chcę generalizować, ale jakoś tak mam zawsze przed oczami to popękane sitko od praski do czosnku w moim sosie czosnkowym.

Niedowiarkom polecam  książkę " Kill Grill" Anthoniego Bourdain. Autor jest nieco ekscentrycznym i bardzo pewnym siebie człowiekiem (przynajmniej takie sprawia wrażenie) . Ale ma ogromną wiedzę kulinarną i restauracyjną. Doszedł do swojej pozycji w tym świecie ciężką pracą. Jednak czytając jego książki, mam lekki dyskomfort kobiecej wrażliwości. Ale książka świetnie napisana, ciekawa, i przerażająca zarazem dla czytelnika, który nie zna życia restauracyjnego od zaplecza. Autor opowiada jakimi ludźmi są kucharze, co wyprawiają i w jakich warunkach muszą czasem pracować. Polecam.




Faszerowana perliczka, to taki malutki kurczak. Perliczka ma bardzo delikatny smak. Zaliczana jest do dziczyzny. Tutaj możecie przeczytać więcej o walorach smakowych tego szlachetnego gatunku drobiu.


Farsz:
30 g masła
1/2 cebuli (pokrojona w kostkę)
1/2 jabłka (pokrojonego w kostkę)
garść rodzynek
podroby perliczki (żołądek, wątróbka)
1/2 łyżeczki majeranku
2 łyżki bułki tartej
sól
pieprz

Perliczka w całości
otarta skórka z cytryny
czosnek
oliwa
sól i pieprz
szałwia
rozmaryn lub inne świeże zioła

Kilka godzin przed pieczeniem lub dzień wcześniej dopraw perliczkę solą, pieprzem, czosnkiem oliwą i skórką z cytryny.
Farsz
Na rozgrzane masło wrzuć cebulę, jabłko, rodzynki i dodaj pokrojone na drobno podroby. Dopraw solą i pieprzem i majerankiem. Duś pod przykryciem kilka minut.

Włóż farsz do środka perliczki, ułóż w brytfance żaroodpornej lub na blaszce i piecz w temp 190 stopni Celsjusza przez ok 60-70 minut.

Smacznego!
Niektórzy związują perliczkę, ale ja tego nie zrobiłam ponieważ farsz miał zwartą konsystencję .

Książka:
"Kill Grill Restauracja od kuchni"
Oryginalny tytuł: Kitchen Confidential. Adventures in the Culinary Underbelly
Autor: Anthony Bourdain


A na deser zapraszam tutaj 
Sernik z białą czekoladą i rodzynkami Earl Grey


6 komentarzy:

asieja pisze...

prawie nie bywam w restauracjach. lubię jadać w domu. :-)
pięknego poniedziałku, Asiu.

asiawhitekitchen pisze...

Dziękuję Asiu i wzajemnie. Wszystkiego dobrego:)

etrala pisze...

oj kobieto, ale Ty kusisz tym jedzeniem :) ten serniczek na dole postu wygląda obłędnie !! na sama myśl o moczonych rodzynkach mam pełno śliny na języku :D

ja tez nie jadam w restauracjach, wole świeże domowe jedzenie i wiem co wchodzi w jego skład, wyjątek to np. zjeść dobrego kebaba od turka, albo sushi od japończyka o i jeszcze strudel we Lwowie, taką z sosem waniliowym...
ale się rozmarzyłam ;)

asiawhitekitchen pisze...

We Lwowie byłam 100 lat temu, i restauracje w tym mieście nie kojarzą mi się dobrze. Bardziej zapadła mi w pamięci kultura osobista, oraz uprzedzenie do polaków. Ludzie którzy tam pracowali byli jacyś dziwni. Ale powtarzam to było 100 lat temu. Teraz oczywiście wszystko się zmieniło, a przede wszystkim ustrój.

ireneusz Gębarowski pisze...

We Lwowie bylem ze 100 razy i nigdy nie spotkalem nikogo uprzedzonego do Polakow . Az dziwne. A mowie zawsze po polsku jesli ktos mowi po ukrainsku . Zawsze spotykam sie z duza zyczliwoscia .A jest tam tez wiele godnychpolecenia restauracji

ireneusz Gębarowski pisze...

We Lwowie jest bardzo duzo dobrych restauracji a ludzie bardzo zyczliwi polakom .ja zawsze mowie po polsku mimo ze znam ukrainski i rosyjski mimo tego wszyscy sa mili a bardzo duzo zna polski


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...