14 sierpnia 2012

Pan Eugeniusz i deser z Czarnego Lądu


SKRZYDEŁKA MOTYLA. AFRYKA ZACHODNIA NIGERIA 2006 E.B.

Jako bardzo młoda, świeżo upieczona studentka, wracając z Krakowa, pustym pociągiem pośpiesznym na trasie Kraków-Częstochowa Stradom, siedząc samotnie w przedziale myślałam sobie: "... no co za pech, całe dwa dni szukania stancji, a tu nic. Nie znalazłam żadnego mieszkania, żadnego pokoju. Co to w tym Krakowie już tyle studentów mieszka, że dla mnie nic nie zostało ?"
I nagle światło jakieś, anioł w postaci krótkowłosej ,drobnej brunetki zajrzał do mojego przedziału. Kobieta zapytała czy wolne, odpowiedziałam tak proszę.
I tak od słowa do słowa jak to w pociągu, gdzie wysiadasz, skąd wracasz i itd...W końcu wyznałam tej Pani że się trochę martwię bo nie mogę znaleźć stancji w Krakowie, a rok akademicki niedługo się zacznie i nie mam gdzie mieszkać. A kobieta-Anioł na to, że ma znajomego, który wynajmuje pokoje studentkom.
-...jak chcesz to możesz zadzwonić...o masz tu numer telefonu :)
-dziękuje, będę wdzięczna :)
-możesz się na mnie powołać
-dzięki :)
Oczywiście nie było wtedy komórek, więc zadzwoniłam na drugi dzień.
W słuchawce usłyszałam głos starszego Pana z akcentem trochę krakowskim i trochę poznańskim, czasem angielskim. Powiedziałam w jakiej sprawie dzwonię, że mam ten numer od jego znajomej, którą poznałam w pociągu relacja Kraków-Częstochowa Stradom...
-a co u niej słychać ? zapytał starszy pan
-yyyyyy w porządku
-a to dobrze, muszę do niej zadzwonić, dawno jej nie widziałem...
-to co? mógłby mi Pan wynająć ten pokój ?
-a jaki to kierunek studiów ?
- yyy Metalurgia i Odlewnictwo...
-taaaak, wreszcie jakiś inżynier, bo tu same kuglarki mieszkają !
-kuglarki ?
-Tak. Proszę przyjechać i zobaczymy co da się zrobić.

Pojechałam więc, z moim Tatą do Krakowa i tak poznałam Pana Eugeniusza :)

     Wesoły, zawsze pogodny, ze specyficznym, angielskim poczuciem humoru. Wspaniały, mądry człowiek. Podróżnik. Kochał Afrykę. Przez 16 lat pracował na Czarnym Lądzie jako inżynier. Nadzorował elektryfikację i budowę linii elektrycznych w różnych rejonach Afryki. Został by tam pewnie na zawsze, gdyby nie choroba tropikalna. Malaria dwa razy próbowała go wyprawić na tamten świat. Tak bardzo pokochał Afrykę, że wydał nawet książkę, w której opisuje życie i obyczaje  "najbardziej niedostępnych , mrocznych zakątków Czarnego Lądu" . Opowiadał nam afrykańskie historie, przygody, jak wyglądało jego życie codzienne.
Oprócz mnie, na stancji mieszkały jeszcze inne dziewczyny, które studiowały Teatrologię (dlatego nazywał je przewrotnie kuglarkami) Czasem sobie z nich żartował: "...Wy to jesteście takie kuglarki. Biegacie po scenie, tańczycie, śpiewacie piosenki,  to każdy potrafi. Inżynier ! Tak jak ja! To jest prawdziwy zawód.  Inżynier buduje i tworzy. Mosty, budynki, ulice, teatry,  rzeczy namacalne, które zostają dla pokoleń "
Często było bardzo śmiesznie. Czasem opowiadał nam o swoich randkach ( miał 68 lat). Kiedyś umówił się z pewną damą w kawiarni, i niechcący podczas spotkania wypadła tej damie sztuczna szczęka ...:) (dla nas to było śmieszne).
Co dziennym rytuałem przy śniadaniu, było karmienie psa żółtkiem.. Jedząc jajko, wyciągał żółtko... pies już był w gotowości, czekając na...podrzucał do góry żółtko, (nie patrząc na psa) a pies z szybkością światła łapał w powietrzu ukochany kąsek :) 
 Pił kawę o wdzięcznym brzmieniu " de lur". To były takie drobnostki dnia codziennego. Jak któraś z nas zdała egzamin, albo zaliczyła kolokwium, cieszył się razem z nami. Bardzo nam pomagał. Nauczył mnie rysunku technicznego.
 Mogłabym tak długo opowiadać. I łza mi się w oku kręci jak przypomnę sobie jego wesołą twarz.
Potem jak już wyprowadziłam się z Krakowa i założyłam własną rodzinę, zawsze przysyłał nam kartki świąteczne, albo z podróży, z różnych ciekawych i egzotycznych miejsc. Przysłał mi też swoją książkę z dedykacją, na której wydanie tak długo czekał.
Niestety, jakieś dwa lata temu dostałam list od koleżanki,  (która też u niego wynajmowała  pokój) z bardzo smutną  wiadomością, że Pan Eugeniusz nie żyje. Tuż przed śmiercią wyjechał do swojej ukochanej Afryki na kila miesięcy, miał problemy z sercem. Podobno w trakcie pobytu, zasłabł na ulicy. Jeszcze przetransportowano go do Polski i zmarł w szpitalu w Krakowie.
Nie mogłam przestać płakać..., w sumie był dla mnie obcym człowiekiem, ale jakaś jego cząstka zawsze we mnie będzie.

Chciałam zrobić jakiś deser dla Pana. Afrykański. Nie wiem czy będzie Panu smakował, ale ma fajną nazwę. BRAEWATS. Nie wiem co to znaczy. Nie wiem nawet gdzie Pan jest pochowany, to zamiast lampki, czasem zrobię Panu jakiś Afrykański deser.

okładka książki 
dedykacja


List, obrazek z motylków i książka pochodzi z mojego domowego archiwum. 
Kolorystyka okładki została przeze mnie zmieniona celowo tak, aby nikt nie wykorzystał jej nielegalnie bez wiedzy Autora.


                                                                               ***
                           

Na ten deser zapraszam Was tutaj-klik


Tu znajdziecie przepisy Czarnego Lądu  Kuchnia Afryki.

3 komentarze:

Katarzyna Kania pisze...

Piękna, wzruszająca historia. Miała Pani ogromne szczęście poznając tak wartościowego człowieka na drodze swojego życia!

Pozdrawiam

asiawhitekitchen pisze...

To prawda :)

Amber pisze...

Wyjątkowa historia.
Pełna pięknych i ciekawych zdarzeń.
Deser na pewno by p.Eugeniuszowi smakował.
Wspaniały!
Pozdrawiam Cię.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...