17 października 2014

"What Katie Ate" i jej śniadaniowe muffiny.


"Jesienią zawsze zaczyna się szkoła..." Jesienią w księgarniach jest mnóstwo nowości kulinarnych. Raj :) Muszę zawsze mocno trzymać się za portfel, żeby nie popłynąć z zachwytu patrząc na regał w księgarni w dziale "poradniki".  Faken szit!

Pierwsza pozycja jaka mnie bardzo ujęła jest książka Katie Quinn Davies "What Katie Ate". Autorką jest blogerka, urodzona i wychowana w Dublinie, mieszkająca obecnie w Australii. Graficzka, która przygotowywaniem posiłków zajęła się dopiero po 30-ce.  Przepisy, które proponuje Kate są niewyrafinowane, spontaniczne i proste. Nie znajdziemy tu "malowanych talerzy", ani wyszukanych, skomplikowanych wypieków chleba. Wskazówki i porady momentami zaskakują: np co robić żeby nie łzawiły oczy podczas siekania cebuli? Można żuć gumę lub zmoczyć nadgarstki wodą.
Książka podzielona jest na: śniadania, lunche, sałatki, kanapeczki i drinki, obiady, przekąski oraz desery. Blisko 300 stron cudownych zdjęć, dopieszczonych jak obrazy. Twarda okładka. Nie ma zakładki (a lubię i potrzebuję).
Bardzo lubię książki blogerów-przynajmniej niektórych. Dla blogera wydanie własnej książki kucharskiej, to chyba taka nagroda za włożoną pracę i czas. Ujawnienie najskrytszych przepisów własnych i rodzinnych dla czytelników za darmo przez lata, a potem wydanie książki, jest rekompensatą i wielką satysfakcją.  Książka Kate jest (banalnie to zabrzmi) bardzo piękna. Zdjęcia i stylizacje zachwycają po każdej przełożonej stronie. Czekałam na polską wersję i się doczekałam. Jednak dla mnie, osoby mieszkającej w Polsce, niektóre składniki są nieznane i zupełnie nowe. To akurat jest fajne, lubię poznawać nowe składniki.  To, co mi się nie podoba to np mieszanka do wypieku chleba. Ja nie używam takich mieszanek. Wolę użyć zwykłej mąki lub wymieszać różne rodzaje.
Jeśli chodzi o same dania...powiem tak: uważam że zdjęcia przerosły samą treść. Jeszcze jedna rzecz, która mi odrobinę przeszkadza. Czcionka- jest za mała, niewyraźna i niejednolita. To ważne w książce kucharskiej. Gdy piekłam muffiny musiałam cały czas mocno skupić wzrok na składnikach.
Co do muffinek wyszły rewelacyjne, lekkie, niezbyt słodkie. Mam jeszcze kilka rzeczy zaznaczonych w książce do wypróbowania. Kupiłam tą książkę dla zdjęć, naprawdę. Polecam, jeśli ktoś fascynuje się fotografią kulinarną. Nie polecam jeśli ktoś kupuje książki dla ciekawych przepisów.



Źródło przepisu Katie Quinn Davies "What Katie Ate" - zmodyfikowany*

Śniadaniowe muffiny z malinami, jabłkami i migdałami

9 dużych sztuk lub 12 małych

1 i 1/4 szklanki  (185 g) mąki pszennej
65 g zmielonych migdałów
130 g cukru pudru
3 łyżeczki proszku do pieczenia
1 i 1/2 łyżeczki cynamonu
drobno starta skórka z połowy cytryny
duża szczypta soli
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
120 g masła, stopionego i przestudzonego
180 ml ciepłe wody
2 jajka lekko ubite
1 jabłko, obrane, oczyszczone z gniazda nasiennego i pokrojone w kosteczkę
27 malin (po trzy na każdą muffinkę)
50 g płatków migdałowych
1-2 łyżki brązowego cukru

Rozgrzać piekarnik do 180 stopni C z termoobiegiem
Standardową formę do muffinek wyłożyć papierowymi foremkami.
Mąkę wymieszaj z migdałami, cukrem pudrem, proszkiem do pieczenia, cynamonem, skórką cytrynową, i solą. W drugiej misce wymieszać jajka z rozpuszczonym masłem, ekstraktem waniliowym i wodą.  Wlej masę do suchych składników i wymieszaj drewnianą łyżką.
Do masy dodaj pokrojone jabłka. Foremki na muffiny napełnij do 3/4 wysokości. W każdą muffinkę włożyć po 3 maliny. Posypać płatkami i brązowym cukrem.
Piec ok 25-35 minut do "suchego patyczka"
Smacznego!

*w oryginalnym przepisie zamiast malin były truskawki.




5 komentarzy:

RedHead pisze...

Po prostu zachwycają! :)

Kamciss pisze...

Mmm jadłabym! :)

Lisia kawiarenka pisze...

Cóż, to chyba również blogerskie zboczenie - kupować książki kucharskie dla zdjęć :)) Też bym chętnie przygarnęła tą publikację. A Twoje zdjęcia są świetne, bardzo klimatyczne i takie... ciepłe :)

Asia pisze...

Chyba dziś na FB widziałam, że Katie wydaje właśnie kolejną książkę: http://www.whatkatieate.com/what-katie-ate-ate-the-weekend-cookbook-no-2/

P.S. Twoje zdjęcia też piękne :)

cookingforemily pisze...

Książkę kupiłam na amazonie jakis czas temu, głównie dlatego, że lubię bloga autorki, chociaż o ile zawsze zachwycałam się zdjęciami to chyba nigdy nic nie przygotowałam. o książce mam taką samą opinię - zdjecia cudne ale przepisy rozczrowują. zrobiłam kilka i chyba najbardziej mi smakowała sałatka z pęczakiem brokułami i kurczakiem ( ja zrobilam z owsem preparowanym
i była bardzo dobra

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...